Internest

Nie ma, że się nie da!

opublikowane 20.12.2015

To osoby, o których słyszał każdy. Nawet, jeśli nie interesuje się biznesem. Stworzyły ikoniczne marki i produkty. Zostały bohaterami filmów, książek i artykułów. Uważane są za inspirację dla wielu młodych przedsiębiorców. To po prostu legendy biznesu. A każda z nich ma swoją wyjątkową historię, często bardzo pouczającą.
Jak ci wielcy dochodzili do sukcesu? Zapraszam do zapoznania się z historiami tych najbardziej wpływowych. Aby ułatwić czytanie, podzielone są one na dwie grupy – Firmy znane od lat i Biznes nowoczesnego świata.

FIRMY ZNANE OD LAT

To firmy, które powstały w XX wieku i są znane do dzisiaj. Pomimo upływu lat nie straciły pozycji na rynku, a ich obroty, rok po roku, są równie wysokie. My, przyzwyczajeni do nich od najmłodszych lat, nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Ich produkty zyskały uwielbienie pokoleń, co jest sukcesem ponad miarę wyobrażeń przedsiębiorców.

 

WALT DISNEY, THE WALT DISNEY COMPANY

 

WaltPostać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Nazwisko znane nawet najmłodszym. Przedsiębiorca, wizjoner. Założyciel największego medialnego imperium. Milioner. Inspiracja dla wielu. Przykład na spełnianie się „amerykańskiego snu”. Walt Disney zaczynał skromnie, ale nigdy nie przestał zabawiać ludzi dookoła siebie. I to zabawiać rysunkami. Bo właśnie to chciał robić – rysować i bawić. Nie przestawał wierzyć, że mu się uda. Był przede wszystkim wytrwały i uparcie dążył do spełnienia swojej wizji, nawet jeśli wiele musiał w to włożyć. Pracował dla ojca roznosząc ulotki, prowadził ambulanse wojskowe i podejmował się wielu innych zajęć. Wbrew rodzinie poszedł do college’u artystycznego. A później pracował dla wielu agencji jako rysownik, aż wreszcie, wraz z bratem Royem, założył własny biznes – studio animacji w garażu. Mieli mało sprzętu i pracowników, których zresztą sami szkolili. Chociaż było ciężko i musieli walczyć z konkurencją i zabiegać o zlecenia, stale przekonując środowisko o swojej wartości, po latach udało im się otworzyć studio z pełnego zdarzenia, które do dziś jest centralnym punktem kalifornijskiego Burbank i celem wycieczek milionów wielbicieli. Jest to zasługa właśnie Walta Disneya, tego charyzmatycznego, dającego z siebie wszystko lidera i jego intuicji. Bo to intuicją i swoją bogatą wyobraźnią kierował się w życiu zawodowym. To one doradzały mu, kogo zatrudnić, kogo obsadzić w danej roli, jaką opowieść zekranizować i jaki zrobić następny krok. Takim aktem wiary była np. „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” – pierwszy animowany film pełnometrażowy. Nowatorskie przedsięwzięcie, które wywołało falę krytyki i niewiary. A mimo to, odniosło kasowy sukces, zostało nagrodzone Oskarem i zrewolucjonizowało przemysł filmowy, wyznaczając kierunek działań firmy. Tak, jak każde dzieło wytwórni, Królewna Śnieżka była dopracowana w najmniejszych szczegółach. Kiedy film był prawie gotowy, Disney kazał animatorom przejrzeć setki rysunków i poprawić rumieńce księżniczki. Taki właśnie był: dbał o perfekcję, nawet jeśli mógł narazić przyszłość firmy lub spowodować opóźnienia produkcji. Bardziej od zysków interesował się zadowoleniem widza i doskonałością oferowanego produktu. No i, nie bał się innowacji. To na innowacje wydawał większość dochodów. Inwestował w nowe technologie i nie bał się wynalazków zmieniających rynek. Łapał się wszystkich szans, które miały poprawić jakość jego filmów. Jego animacje jako pierwsze wykorzystywały dźwięk i osiągnięcia Technicoloru. Disney odważył się także na połączenie filmu animowanego z aktorskim, ale przede wszystkim nie bał się telewizji. Potrafił dostosować się do zmieniających się czasów i stylu życia, zyskując na nich. Podczas gdy konkurencja, nie opuszczając strefy bezpieczeństwa, wciąż tworzyła filmy kinowe, on zdobył nowy rynek serią kreskówek wyświetlanych regularnie w telewizji. Także, jeśli w wytwórni brakowało narzędzi lub technologii, zachęcał pracowników do eksperymentów. Tak powstała wyjątkowa kamera wielopłaszczyznowa, pozwalająca zachować realistyczne efekty przybliżania i oddalania. Wszystkie takie przełomowe przedsięwzięcia budziły fale krytyki, ale Disney traktował je jako pretekst do udowodnienia swojej racji i dalszego rozwoju. Wciąż chciał tworzyć coś nowego, lepszego, przez co uważany był za szaleńca. Nie umiał pracować bez wizji, bez idei, której podporządkował swoje działania. Nawet kiedy jego filmy stawały się coraz lepsze, odnajdował coraz nowsze idee i wizje. Tak narodził się pomysł stworzenia parku rozrywki. Parku wyjątkowego, innego niż wszystkie. Miał to być park dla całych rodzin, wyglądający jak bajkowe miasteczko, kolorowy i pełen radości. Aby być w stanie go zbudować, Walt Disney sprzedał dom letniskowy, po czym oddał się poszukiwaniu lokalizacji i projektowaniu atrakcji. Aby mieć pewność, że będą udane, sam je wypróbowywał – zbudował na terenie swojej posiadłości rzeczywistych rozmiarów kolejkę. Także w odniesieniu do swoich produktów nie bał się radykalnych i niepopularnych działań. I tak, jako pierwszy promował swoje filmy i licencjonował je. Dzięki temu od samego początku można było kupić zabawki wzorowane na postaciach z kreskówek, płyty z muzyką lub książeczki z oryginalnymi ilustracjami. Poza dbaniem o doskonałość, wizję i promocję, dbał także o atmosferę pracy. Znał swoich pracowników, rozmawiał z nimi i nagradzał. A gdy się mylili nie zwalniał ich, ale pomagał w naprawianiu błędów i wskazywał drogi rozwoju. Zależało mu na pobudzaniu kreatywności i dobrego samopoczucia. Wiedział, że sukces firmy zależy od jej pracowników. Walt Disney był prawdziwym wizjonerem. Nigdy nie przestał dbać o zadowolenie klienta – milionów dzieci na całym świecie. Nie stracił także pasji, zapału do pracy i odwagi, pozwalającej mu na nowatorskie posunięcia. Dzięki temu stworzył imperium rozrywki rodzinnej. Największe i najbardziej znane, istniejące od lat. Jego firma zapoczątkowała erę filmów animowanych i rodzinnej rozrywki, wyznaczając standardy dla tej dziedziny przemysłu i zdobywając przywództwo na jej rynku. Jaka była recepta Walta Disneya na sukces? Wydaje się, że niezwykle prosta – należy robić to, w co się wierzy, nie poddawać wizji i myśleć o klientach, a nie o sobie. W końcu, jak powiedział jeden z animatorów, Ward Kimball, Disney nigdy nie starał się zarobić. Dużo więcej znaczyła dla niego możliwość dawania radości milionom ludzi na świecie.

 

HENRY FORD, FORD MOTOR COMPANY

 

FordWizjoner, który ze swojego nazwiska uczynił markę. Jeden z najsłynniejszych baronów biznesu. Henry Ford, założyciel Ford Motor Company, znanej marki samochodów. Nie wynalazł nic nowego, ani samochodu, ani linii montażowej. Ale jako pierwszy połączył je ze sobą. Jako pierwszy wykorzystał taśmę produkcyjną w przemyśle samochodowym. I dzięki temu umasowił produkcję aut i uczynił je osiągalnymi dla każdego. Ford zaczynał od pracy w stoczni i na farmie rodziców. Całe życie uwielbiał majsterkować i rozkładać mechanizmy, pracował także dla Thomasa Edisona przy silnikach spalinowych. W 1896 r. zbudował kwadrycykl, pojazd jeżdżący na 4 kołach z bicykla. Cały czas marzył jednak o produkowaniu samochodów ekonomicznych, łatwych w obsłudze i niezawodnych. Nie tylko rozumiał potencjał pojazdów bezkonnych, ale miał wizję ich masowej produkcji. Nie było łatwo: nie mógł znaleźć sponsorów i był stale krytykowany. Po latach i wielu niepowodzeniach (także 2 poprzednich jego firmach motoryzacyjnych),w 1903 roku założył Ford Motor Company. Udoskonalenia Forda rozpoczęły nową erę motoryzacji i zmieniły styl życia ludzi na całym świecie. Amerykanie odzyskali poczucie wolności i niezależności, nadwyrężone wojną i kryzysem. Ale przede wszystkim, Ford zajął bezkonkurencyjnie rynek, pokazując, że nie chodzi tylko o produkt. Równie ważny jest proces produkcji i poszukiwanie nowych, korzystniejszych rozwiązań, nawet, jeśli wykorzystywane są w zupełnie inny sposób. Na pomysł wprowadzenia taśmy montażowej wpadł jeden z pracowników, William Klann, podczas zwiedzania rzeźni. Opowiedział szefowi o linii „demontażowej” mięsa i o możliwości odwrócenia procesu. Ford dostrzegł potencjał idei i został sponsorem taśmy produkcyjnej w fabryce. Tym ruchem znacznie zwiększył wydajność produkcji i zmniejszył jej koszty. W 1908 roku było dzięki temu możliwe wyprodukowanie samochodu dla mas – forda T. Nowe auta powstawały co 3 minuty, a aby skrócić czas lakierowania używano tylko najszybciej schnącej farby – czarnej na bazie asfaltu i oleju lnianego. Cena samochodu spadła z 850$ do 300$, więc na auto stać było każdego, na stałe pracującego, obywatela. Wcześniej samochody, składane ręcznie przez pracowników, powstawały długo i kosztownie, przez co uważane były za dobra luksusowe. Tańszy proces oznaczał niższe ceny produktów i większą dostępność, czyniąc je osiągalnymi dla zwykłych ludzi. Model T stał się w ten sposób samochodem dla mas, artykułem codziennej potrzeby, pierwszym pojazdem uniwersalnym. Był to jednocześnie pierwszy tak duży sukces przemysłowy. Chociaż ta innowacja była krytykowana i osądzana o automatyzację oraz odczłowieczanie, Ford był jednym z kilku producentów samochodów, którzy utrzymali się na rynku po Wielkim Kryzysie. Większość konkurencji stawiała na kunszt rzemiosła, więc, nieprzystosowana do nowej epoki, bankrutowała.
Pewny sukcesu modelu T, Ford nie spoczął na laurach. Dbał o jakość produktów, szukał najtańszych i najlepszych materiałów, a nawet sprowadzał do USA imigrantów, jeśli ich umiejętności były mu potrzebne. Nie bał się ryzyka – obniżał cenę forda T, aby zwiększyć sprzedaż. Mówił, że redukcja o 1$ oznacza 1000 nowych klientów. Starał się także, aby warunki pracy były jak najlepsze. Zamontował w fabryce oświetlenie i klimatyzację, dbał o przestrzeganie zasad BHP. A kiedy pracownicy, znużeni monotonną obsługą taśmy, zaczęli odchodzić, zwiększył pensje i obciął godziny pracy. Mechanicy czekali w kolejkach, aby się zatrudnić. Wzrastała produkcja, ceny spadały. W 1922 roku sprzedaż wynosiła 1mln, a fordy stanowiły ponad połowę aut na drogach. Henry Ford został miliarderem. Jego biznesowe dokonania zmotoryzowały Amerykę i zmieniły sposób wyceny produktów oraz system wynagrodzeń pracowników. Fabryki Forda scentralizowały przemysł samochodowy w Michigan i zabezpieczyły przemysłową przyszłość kraju. A sam Ford? Zatrudniał tych, których nie zatrudniano nigdzie indziej (niepełnosprawnych, Afroamerykanów, a nawet byłych więźniów), przyczynił się do budowy dróg i oddał Amerykanom poczucie wolności. To wszystko uczyniło go miliarderem, sławą i bohaterem.

 

COCO CHANEL, CHANEL

 

CocoKolejna wizjonerka, pionierka, ikona mody i legenda znana na całym świecie. Coco Chanel – ta, która otworzyła świat na modę i zrewolucjonizowała podejście do trendów i obyczaje. Która na zawsze wyznaczyła poczucie stylu. Zaczynała skromnie i tych początków wstydziła się. Wychowywała się w przytułku, w surowej dyscyplinie i ponurych murach. To te wczesne lata ukształtowały jej zamiłowanie do wolności i łamania konwenansów. Po opuszczeniu sierocińca musiała się sama utrzymać, więc zajęła się tym, co umiała – szyła i śpiewała. Chciała zyskać niezależność i decydować o sobie, a to mogła osiągnąć jedynie ciężką pracą. Ponieważ była kobietą było to niezwykle trudne i ambitne. W tamtych czasach kobiety były całkowicie zależne od mężczyzn, zarabiały najmniej, jak się dało, a już na pewno nie zakładały przedsiębiorstw. W świecie biznesu dominowali mężczyźni. Ale Chanel nie miała nic do stracenia i zadziwiła Francję. Zresztą, do zadziwiania była przyzwyczajona. W imię wolności wyboru odrzuciła gorset, nosiła męskie ubrania, jeździła konno i paliła papierosy. Nie dawała się ograniczeniom, łamała zasady i nie pozwalała ubraniom krępować sobie ruchów. Wszystko w imię niezależności i poczucia komfortu, co ostatecznie przyniosło jej sukces. Pieniądze na pierwszy sklep, otwarty w 1913 roku, musiała pożyczyć. Nie miała wsparcia przyjaciół, gdyż ci nie wierzyli w jej biznes. A mimo to uparcie szyła kapelusze. Zupełnie inne niż te, wtedy popularne. Były one ascetyczne, proste i pozbawione ozdób. Żadnych piór, falban czy kokard. Szybko zdobyła serca klientek, przychodzących początkowo z ciekawości. Sukces sklepu przerósł oczekiwania. Spłaciła pożyczkę i otworzyła nowy dom mody przy Rue Cambon w Paryżu, który zresztą istnieje do dziś. Chanel proponowała styl zupełnie inny niż to, co uważane było wtedy za modne. Proste kroje, dużo biżuterii, głównie pereł (także do ubrań sportowych), kolorystyka oparta na czerni i bieli. Spotkała się z rezerwą i krytyką, ale wierzyła w to, że zna kobiety i przekona je do swojego stylu. I miała rację. Spodnie zastąpiły dotychczasowe gorsety, porzucono falbany i ciężkie suknie. Chanel zyskiwała popularność i rzesze klientek. Ale przede wszystkim, zdobyła wolność i niezależność, które dała także milionom kobiet w kraju. Dzięki Chanel zaczęły ubierać się tak, jak chciały, uniezależniać od mężczyzn i palić papierosy. Projektantka zapoczątkowała obyczajową rewolucję w Europie. Czy celowo? Nie wiadomo. Ale pewnie nie, pewnie tylko uparcie walczyła o własną niezależność. Przy takim osiągnięciu, ustalenie trendów i zmiana globalnego stylu wydają się mniej znaczące. A jednak, stanowiły one drugą rewolucję zapoczątkowaną przez Chanel, której zresztą pozwoliły stworzyć i zdobyć rynek modowy. Stworzyła standardy gustów i wiele klasyków, m.in. małą czarną, szczyt prostoty i elegancji, ikonę stylu. Narzuciła kobietom „sukienkę z przyszłości” będąc pewną, że się im spodoba. Wykazywała niezwykłe zrozumienie potrzeb klienta i wychodziła im na spotkanie. Zyskiwała za to uwielbienie milionów, lojalność kupujących i liczne znajomości, np. z Picassem, Strawińskim, Churchillem, czy Salwadorem Dali. A kiedy jej ubrania zdobyły rynek, stworzyła perfumy. Legendarny zapach Chanel No 5 opanował świat. Reklamowała go ona sama, rozpylając w sklepie, a także znane wielbicielki, jak chociażby Marylin Monroe. To także było podyktowane zrywaniem ograniczeń – wierzyła, że kobiety będą mogły same wybierać perfumy, a nie używać tych, które dostały w prezencie. Jednak te rewolucje nie udałyby się, gdyby nie pracowitość Chanel. Dbała o rozwój firmy, która stała się sensem jej życia, dając pracę kobietom i pracując sama. Nie raz zostawała w pracowni dłużej niż wszyscy pozostali, poprawiając dany projekt, aż będzie idealny. Dążyła do perfekcji, ale również uczyniła z krawiectwa sztukę. Wszystko dzięki temu, że rozumiała swojego klienta – kobiety, i nigdy się nie poddała, wytrwale pracując do końca życia. Nawet mając 70 lat prezentowała nowe kolekcje i właśnie pracując nad nową umarła. Chanel rewolucjonizowała wszystko, czego się dotknęła. Zmieniła obyczaje, dając kobietom niezależność i wolność wyboru. Na zawsze wyznaczyła styl, tworząc jego ikony. Z mody, do tej pory hermetycznej, stworzyła przemysł, pokonując przy tym bariery klasowe, ponieważ wcześniej w modzie brały udział tylko arystokratki. Poza tym, jej ubrania miały charakter osobisty – materiał cięto na modelce lub klientce, nadając im niepowtarzalności. Chanel odniosła tak wielki sukces dzięki pracowitości i uporowi. Nigdy nie przestała łamać konwenansów, była nieugiętą wizjonerką. Ale przede wszystkim liczyło się jej rozumienie klienta i jego potrzeb. Chociaż tak naprawdę, produkowała dla niego tylko to, czego sama chciała. A zatem podporządkowała przemysł samej sobie i swoim potrzebom. Mocno wierzyła, że klienci nie tylko potrzebują jej produktów, ale też, że je pokochają. I tak się stało, a ona sama stała się legendą.

 

RAY KROC, MCDONALD’S CORPORATION

 

McDonaldSprzedawca mikserów, który otworzył świat na restauracje typu fast-food. Założyciel największej potęgi na tym rynku i niezwykle skuteczny przedsiębiorca. Raymund Albert Kroc pochodził ze skromnej rodziny techników. Ponieważ nie pociągała go kariera naukowa, zajął się rzeczami praktycznymi – sprzedawał papierowe kubki i został akwizytorem. Pracował na drugi etat w rozgłośni radiowej. Od zawsze doceniał pracowitość i nie znosił bezczynności. Chciał mieć przyzwoite życie i otaczać się pięknem, a na to musiał zarobić. Przyczyniał się do dynamicznego rozwoju Lily Tulip, firmy sprzedającej papierowe kubki, poszerzając teren jej działania i został awansowany na lidera grupy 15 akwizytorów. Jednak szefostwo gasiło większość jego inicjatyw i energii. Porzucił więc firmę i zaczął pracować dla swojego przyjaciela Earla Prince’a, który założył sieć lodziarni „Prince Castle” i opatentował mulimikser do koktajli wyposażony w 6 łopatek. Właśnie takie miksery sprzedawał Ray, wyłączny przedstawiciel handlowy Prince’a. Nawet kiedy nadeszła wojna Kroc nie przerwał działalności, zamieniając urządzenia na mleko w proszku. A po 1945 roku nowopowstające lokale stworzyły dla niego nowy rynek zbytu. Tak trafił do braci McDonald, Richarda i Maurice. Ich bar z hamburgerami, założony w 1940 roku, zrobił na nim ogromne wrażenie. Porządek, szybka obsługa – Ray widział takie lokale przy każdym skrzyżowaniu w kraju. Myśląc jedynie o tym, ile multimikserów mógłby im sprzedać, złożył braciom propozycję utworzenia sieci takich restauracji. Jego upór i wiara w sukces przekonały właścicieli, którzy przyznali mu koncesję na budowę kolejnych lokali z identycznym menu. Miał otrzymywać od każdego z nich około 2% obrotów. W 1955 roku otworzył w Illinois pierwszą franczyzę – ajencję, która zapoczątkowała imperium. Po utworzeniu rok później następnych 11 lokali Kroc wykupił od McDonaldów prawa do tworzenia restauracji pod ich nazwiskiem. Przedsiębiorca zachowywał nad każdą placówką osobistą kontrolę, wprowadzając w nich swoje praktyki biznesowe i utrzymując standardy czystości i obsługi.
W 1967 r. bary McDonald’s zdobyły rynek światowy, przynosząc mu zyski umożliwiające uregulowanie pożyczek. Pierwszy poza USA bar powstał w Kanadzie, a dzisiaj istnieje ich ponad 30tys na całym świecie. Korporacja rozwijała się dynamicznie od samego początku, co było zasługą właśnie Kroca. W 1972 r. jego wysiłki zostały nagrodzone m.in. Horatio Alger Award i The Presidential Star, a w 1973 r. wybrano go na Amerykanina Roku, ponieważ uważano go za wzór praktycznego, codziennego heroizmu. Sami bracia McDonald nigdy nie osiągnęliby takiego sukcesu, którego tajemnicą nie jest menu ani połączenie restauracji z taśmą produkcyjną. Potencjał sieci rozwinął właśnie Kroc i jego innowacyjna franczyza. Dzięki temu, największe gastronomiczne imperium obsługuje dziennie 45mln klientów, a jego menu znane jest chyba każdemu. Wzorem Kroca, firma nigdy nie przestała się rozwijać – wciąż powstają nowe lokale, a już istniejące są udoskonalane i poszerzane o nowe usługi, np. McCafe.

 

SAMUEL WALTON, WAL MART

 

WalMartSamuel Walton, założyciel Wal-Martu, największej sieci sklepów detalicznych, zarabiającej rocznie ponad 300mld$ i głowa najbogatszej rodziny na świecie. Czegóż więcej może chcieć przedsiębiorca? A zaczynał skromnie: po studiach handlowych pracował jako stażysta w sklepach, walczył w wojnie i wreszcie, za pożyczone pieniądze, otworzył sklep w sieci Bena Franklina. Szybko zrobił z niego najlepszy lokal w okolicy, a po wygaśnięciu dzierżawy wyjechał i otworzył kolejny – Walton’s Five&Dime w Bentonville (także sieciówkę Bena Franklina). Otwierając coraz więcej sklepów zaczął tworzyć sieć w sieci, a regularnie je odwiedzając szukał lokalizacji dla następnych. Obserwował konkurencję i wykorzystywał rozwiązania, które okazywały się skuteczne, jak np. samoobsługa czy surowy wystrój. W pewnym momencie, zainspirowany domem towarowym E.J.Korvette’s i starą żydowską zasadą: „Buy it low, stack it high, sell it cheap” („Kupuj po niskiej cenie, składuj w wysokie sterty i sprzedawaj tanio”), postanowił otworzyć magazyn dyskontowy. Kiedy menadżerowie Bena Franklina odrzucili jego nowatorski pomysł pożyczył pieniądze i w 1962 r. w Arkansas otworzył swój, wzorowany na Kmarcie, niezależny sklep. Pierwszy Wal-Mart. Swoją firmą zarządzał w nowatorski sposób: dzielił się zyskiem z menadżerami, motywując ich do zwiększania sprzedaży, pozwalał pracownikom wykazywać się inicjatywą i nagradzał dobre pomysły. Dbał o kontakty zarówno z pracownikami, jak i klientami. Ale najważniejsze było jego podejście do nowych lokali: umieszczał je w mniej zaludnionych miejscach i utrzymywał w nich surowy wystrój. Było to ryzykowne, ponieważ mało ludności oznaczało mało klientów. Ale Wal-Marty były jedynymi sklepami w ich rejonie, więc cała populacja stawała się ich konsumentami. Walton wiedział również, że aby odnieść sukces musi oferować niskie ceny, wymagające małych nakładów, fachową obsługę i szeroki asortyment. Organizował swój biznes oszczędnie, ale oszczędnie globalnie, nie lokalnie. Zamiast wydawać na dekoracje, czy luksusowe gabinety, inwestował w technologie, tworząc najnowocześniejszą sieć sklepów detalicznych. To on jako pierwszy wprowadził kody paskowe i skomputeryzował swoje sklepy. Samuel Walton zapoczątkował erę supermarketów i stał się przywódcą handlu amerykańskiego. Osiągnął to dzięki swojej pasji i wytrwałości, ale także dlatego, że umiał pokonać konkurencję, działając tam, gdzie jeszcze jej nie było. Wal-Mart był pionierskim marketem ze wszystkim, który przez lata odnosił sukcesy i do dziś ma najwyższe wyniki sprzedaży. Szybko ochrzczono go mianem „pomnika kapitalizmu”, a Waltona uznano za przykład amerykańskiego snu.

 

ROBERT WOODRUFF, COCA-COLA COMPANY

 

Coca-colaSamo nazwisko pewnie nie mówi zbyt wiele. Za to wszyscy znają gazowany napój w charakterystycznej butelce z czerwoną etykietką i białym napisem. I tak samo wszyscy wiedzą, kim jest rubaszny staruszek z długą białą brodą ubrany w czerwony kombinezon. Ale co wspólnego ma Coca-cola ze Świętym Mikołajem? I tu pojawia się właśnie Robert Woodruff. Nie, Woodruff nie wymyślił Coca-coli. (Ani Świętego Mikołaja). Ale w 1923 roku został wybrany na prezesa firmy produkującej napój, zajmując stanowisko po swoim ojcu, Erneście. Ponieważ już wcześniej mógł obserwować rozwój biznesu, wiedział, że to, co sprzedaje jest dobre. Ale nie przestawał dbać o jakość produktu. W jego wizji, Coca-cola była więcej niż tylko napojem. Była stylem życia. Aby do tego doprowadzić zaczął standaryzację wszystkiego, co związane z napojem. Ponieważ w tamtych czasach nie sprzedawano go w butelkach, ale z dystrybutorów, urządzał szkolenia dla pracowników, dotyczące właściwego sposobu serwowania (odpowiedniej temperatury, sposobu nalewania i zwracania się do klienta). Znormalizował wszystkie fazy produkcji. I, co chyba najważniejsze i najbardziej zauważalne, ujednolicił wizualizację. To on wprowadził czerwono-białe etykietki i charakterystyczny napis m.in. na plakaty. Oprócz tego, wprowadzał oczywiście udoskonalenia i innowacje. Ale nie przeprowadzał radykalnych zmian. W końcu po co zmieniać coś, co już jest dobre? Mógł za to ułatwić klientom proces kupowania i korzystania ze swojego produktu. Dlatego zaczął butelkować napój, świadomy jednoczesnej wizualnej mocy nowej formy produktu. Do końca 1928 r. sprzedaż butelek przebiła sprzedaż z dystrybutorów, znacznie zwiększając obroty firmy. Później nadeszły sześciopaki – kartonowe opakowania z rączką, ułatwiające zakupy i transport. Te niepozorne pakunki okazały się jednym z jego najskuteczniejszych narzędzi. Kolejną innowacją dotyczącą serwowania Coca-coli były automaty. Pozwalały na kupowanie napoju, już schłodzonego, także poza sklepami. Umieszczane w biurach czy fabrykach znacznie zwiększały dostępność produktu i dochody firmy. Dzięki temu, Woodruff nie musiał oszczędzać na marketingu. Wiedział, że jego produkt i wizualizacja mają potencjał, więc starał się go wykorzystać i rozpromować. Marketing Woodruffa był równie nowatorski, co jego udoskonalenia procesu sprzedaży. Chciał, aby Coca-cola stała się stylem życia, aby klienci kupowali przeżycie – napój serwowano na rodzinnych spotkaniach i pito w otoczeniu przyjaciół. Dlatego zależało mu na tworzeniu dobrego samopoczucia wokół produktu. Reklamy miały nieść radość, a do promocji wybierano tylko dobrze i ciepło kojarzące się osobowości. Poza tym, zatrudniał malarzy, którzy tworzyli obrazy i plakaty reklamowe, których główną bohaterką była butelka Coca-coli. W taki sposób nawiązał współpracę z Haddonem Sundblomem, który na zawsze zmienił wizerunek Świętego Mikołaja. Zamiast biskupa w niebiesko-białych szatach, jak było dotychczas przyjęte, przedstawił go on jako rubasznego i roześmianego staruszka z brodą, rumianymi policzkami i w czerwonym stroju wykończonym białym futrem. Taki wizerunek miał nawiązywać do wizualizacji The Coca-Cola Company i umacniać starania o tworzenie wokół produktu atmosfery radości. I było niezwykle udanym zabiegiem – kto dziś pamięta innego Świętego Mikołaja? Kolejnym ważnym aspektem było dla Woodruffa powiększanie rynku zbytu Coca-coli. Chciał, aby jego klienci mogli kupić swój ulubiony napój w dowolnym miejscu na świecie. I żeby wszędzie był on tak samo dobry i identycznie podawany. Że będzie przypominał dom. W tym celu w 1926 roku stworzył w firmie Departament Zagraniczny. Dzięki temu udało mu się nawiązać współpracę z organizatorami Igrzysk Olimpijskich w 1928 roku. Reprezentacja USA przybyła do Amsterdamu z zapasem Coca-coli, który potem sprzedawano na trybunach i w barach miasteczka olimpijskiego. Był to początek sprzedaży napoju na rynku europejskim. Także w celu poszerzania rynku Woodruff wprowadził zniżki dla wojskowych w czasie wojny. Chciał, aby żołnierze mogli pić swój ulubiony, kojarzący się z domem napój, nawet mimo ciężkich czasów. W sukcesie Woodruffa ważną rolę odegrała także konkurencja. Rynek napojów gazowanych jest tak naprawdę w posiadaniu dwóch firm – Coca-coli i Pepsi. Konsumenci od samego początku podzieleni są na zwolenników jednego bądź drugiego napoju, dzięki czemu na rynek nie udaje się wejść żadnym innym producentom. A jeśli już się tacy pojawią, ich chwile chwały są niezwykle krótkie. Tak było np. z polskim napojem Hop Cola. Intensywna walka o wpływy tocząca się od lat pomiędzy Coca-colą i Pepsi zwiększa sprzedaż obu napojów i ich pozycje rynkowe. Klienci identyfikują się z nimi. Woodruff nigdy nie przestał dbać o wizerunek swojej firmy, ponieważ wiedział, że sprzedaje ideę. Uczynił swój produkt stylem życia. Znał siłę przekazu wizualnego i przyzwyczajeń, nie bał się wykorzystać ich w swoich działaniach marketingowych. Były one różne, ale wszystkim przyświecał ten sam cel – miały sprawić, że Coca-cola będzie się dobrze kojarzyć. Dzięki temu wzrastała sprzedaż i obroty The Coca-Cola Company. Zresztą zabiegi te okazały się skuteczne i ponadczasowe. Do dzisiaj Coca-cola promowana jest przez reklamy mówiące o radości i przyjaźni, a co roku, na Boże Narodzenie pojawia się spot świąteczny, z charakterystyczną piosenką (którą każdy umie zanucić i pewnie teraz to robi). A sam napój? Cóż, obecnie sprzedaje się ponad 1.7mld jego butelek dziennie.

Tagi

  • WalMart
  • Internestujące
  • Przedsiębiorczość
  • Inspiracje
  • Walt Disney
  • Coca-cola
  • Henry Ford
  • McDonald
  • Coco Chanel
  • Wielcy przedsiębiorcy

O autorze

Internest to zasilana sztuczną inteligencją platforma, redefiniująca sposób w jaki rodzą i rozwijają się startupy. Wykorzystując crowdsourcing, umożliwia identyfikację i angażowanie grupy docelowej we współtworzenie i finansowanie projektów biznesowych o największym potencjale.

Podobne publikacje

Najnowsze komentarze

content-trigger

Niestety jeszcze nikt nie dodał komentarza do tego projektu.
Może Ty się pokusisz?